Była połowa lipca, a ja nawet nie miałem co marzyć o urlopie, ponieważ nowy szef zadbał, aby nikomu z naszego działu nie brakowało zajęcia. Temperatura na zewnątrz przekraczała trzydzieści pięć stopni, a i wewnątrz biurowca nie było wiele chłodniej. Siedziałem spocony za biurkiem a mokra koszula kleiła się mi do skóry. Na dodatek ta cholerna klimatyzacja przestała działać.

UWAGA: Poniższy tekst zawiera materiał o treści erotycznej ;-)

 

  W takich warunkach nie byłem w stanie pracować, złapałem więc za słuchawkę i wykręciłem numer do warsztatu elektrycznego. Ktoś, po drugiej stronie obiecał, że zaraz zajmie się problemem.

Pół godziny później do biura wszedł mężczyzna średniego wzrostu z przewieszoną przez ramię torbą narzędziową, dźwigający składaną drabinę. Znałem go z widzenia i wiedziałem, że ma na imię Marek, bo tak zwracali się do niego jego kumple z warsztatu. Koleś wpadł mi w oko, odkąd zobaczyłem go po raz pierwszy. Przystojny, w wieku powyżej czterdziestki, był pod każdym względem niemal idealnym wzorem misia. W każdym razie stuprocentowo w moim typie. Posiadał masywną sylwetkę z widocznym już brzuszkiem, ale nie był gruby. Starannie przycięty, na wzór hiszpański zarost zdobił szczerą, sympatyczną twarz. Błękitne oczy spoglądały przyjaźnie, a w źrenicach dostrzegałem wesołe iskierki świadczące o pogodnym usposobieniu. Krótko przystrzyżone włosy były już nieco przerzedzone ponad czołem. Rozpięta pod szyją flanelowa koszula ukazywała gąszcz czarnych kłaków na potężnym torsie. Silne, muskularne przedramiona również były obficie porośnięte krótkimi włoskami. Naturalnie nie byłem w stanie ocenić reszty sylwetki, którą skrywało ubranie robocze ale samo to, co widziałem wystarczało, że marzyłem o nim każdej nocy. W snach, po których na mojej pościeli pozostawały wiadomego pochodzenia plamy, widziałem siebie leżącego w jego ramionach, z twarzą przyciśniętą do kudłatej klaty. Kąpiel pod natryskiem również była dla mnie sposobnością do rozładowania swojego napięcia. Bawiąc się dildem wyobrażałem sobie, że jestem z nim. Nigdy, jednak nie miałem wystarczająco odwagi, żeby podejść do Marka i nawiązać znajomość. Najwidoczniej, tym razem los postanowił wyjść mi naprzeciw.

 

- Dzień dobry, majster przysłał mnie tutaj. W czym mogę pomóc ?

Zafascynowany wpatrywałem się w niego, nie potrafiąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Zdawałem sobie sprawę, że wyglądam idiotycznie z taką miną, ale nic nie mogłem na to poradzić. Facet spoglądał na mnie wyraźnie rozbawiony. Po chwili, gdy zdążyłem już nieco ochłonąć, starając się nadać mojemu głosowi naturalne brzmienie poinformowałem go:

- Klimatyzator się zepsuł, a w takiej temperaturze nie sposób pracować.

- W porządku, zobaczymy, co mu dolega.

Mężczyzna postawił na parapecie okna torbę z narzędziami i rozłożył drabinkę, aby wspiąć się do urządzenia. Przez jakiś czas sprawdzał ustawienia regulując pokrętłem, po czym stwierdził:

- Zupełny brak napięcia. Najprawdopodobniej przepalił się bezpiecznik. Niemniej muszę się upewnić.<br>

Stojąc na drabince, tyłem do mnie zaczął rozkręcać obudowę. Ja w tym czasie, nie mogąc oderwać wzroku od fascynującej sylwetki niemal obmacywałem wzrokiem jego ciało.

- Tak, miałem rację - odezwał się po chwili wyjmując z gniazda uszkodzony element - Na szczęście mam ich trochę przy sobie - dodał wyciągając z kieszeni całą garść drobnych detali. Poszperał pośród nich, a następnie wsunął jeden do gniazda i włączył zasilanie. Natychmiast zapaliła się lampka kontrolna a urządzenie z cichym szumem zaczęło pracować.

- Zrobione - oznajmił zakładając obudowę na miejsce.

- Dziękuję. Napije się pan czegoś chłodnego ? - zaproponowałem - Straszny dzisiaj upał.

- Jedynie wody mineralnej, jeżeli mogę prosić. A swoją drogą? mów mi po prostu Marek - powiedział wyciągając do mnie rękę.

- Tomasz - przedstawiłem się ściskając szeroką i silną dłoń.

Nalałem do szklanek chłodnej wody z dystrybutora, po czym wyjąłem z chłodziarki dwie porcje zimnego deseru i postawiłem przed nami.

 

Marek okazał się bardzo sympatycznym i kulturalnym facetem, a te kilka chwil spędzone razem sprawiło, że polubiliśmy się. Od tej pory przy każdej okazji, gdy widywaliśmy się na terenie firmy, ucinaliśmy sobie krótką pogawędkę. Z biegiem czasu odkryliśmy, że łączą nas wspólne pasje i zainteresowania, toteż wkrótce staliśmy się najlepszymi kumplami. Niestety, jego mieszkanie znajdowało się na przeciwległym końcu miasta, nie mieliśmy więc zbyt wiele okazji do prywatnych spotkań. Nigdy nie wypytywałem Marka o sprawy rodzinne. Kiedyś, w jakiejś luźnej rozmowie dowiedziałem się, że kilka lat temu się rozwiódł i obecnie mieszka zupełnie samotnie. Zdziwiło mnie to trochę. Był przecież wystarczająco atrakcyjnym mężczyzną, żeby móc swobodnie wybierać pomiędzy kobietami. Szanując jego prywatność postanowiłem jednak nie drążyć tego tematu.

 

Od dwóch dni nie miałem prądu w kuchni, w pokoju i przedpokoju. Próbowałem samodzielnie ustalić przyczynę awarii, niestety bezskutecznie. Podejrzewałem przepalenie instalacji w którymś miejscu. Nie jestem elektrykiem i nie mam żadnego doświadczenia w tym zakresie. Miałem zamiar zatelefonować do Zakładu Energetycznego, ale przypomniałem sobie Marka. Mój znajomy nigdy jeszcze nie był u mnie. To byłaby znakomita okazja żeby lepiej się poznać i swobodnie porozmawiać. Szybko odnalazłem w terminarzu numer komórki, który podał mi na wypadek, gdybym kiedyś potrzebował jego pomocy.

Pół godziny później w drzwiach mojego mieszkania stanął Marek z przewieszoną przez ramię torbą z narzędziami. Nie tracąc niepotrzebnie czasu, z miejsca zabrał się do roboty. Na początku uważnie obejrzał tablicę licznikową i bezpieczniki, a następnie wyjął z torby jakieś urządzenie pomiarowe i kolejno badał stan przewodów pomiędzy puszkami połączeniowymi.

- Jak dotąd wszystko w porządku - oznajmił - Muszę jeszcze sprawdzić w łazience.

- W porządku - odparłem -Ja w tym czasie przygotuję dla nas posiłek.

Oczywiście z powodu braku prądu musieliśmy zadowolić się kanapkami. Nie bardzo wiedziałem, co mógłbym podać do picia, ale w porę przypomniałem sobie, że w chłodziarce zostało jeszcze kilka butelek piwa. Co prawda, nie było ono już zimne ale i tak lepsze niż woda mineralna.

Kilkanaście minut później, kiedy niosąc tacę wkraczałem do pokoju, światło już się paliło a Marek siedział w fotelu przed załączonym telewizorem.

- Szybko się z tym uporałeś - stwierdziłem zaskoczony - I co było ?

- Właściwie nic poważnego. W łazience, w jednej z puszek poluzował się przewód na stykach.

- Dzięki. W jaki sposób mógłbym się odwdzięczyć za twoją pomoc ?

- Drobnostka. Nawet nie ma o czym gadać.

Postawiłem talerz z kanapkami na stoliku a następnie otworzyłem i podałem mu butelkę piwa. Marek przypatrywał się mi uważnie, ani na chwilkę nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Słuchaj Tomaszu - zaczął wreszcie po jakimś czasie - Znamy się już od pewnego czasu i sądzę, że możemy sobie ufać wzajemnie ? Mówiłeś, że mieszkasz sam?

- Oczywiście. Nie ma żadnego powodu, żebym cokolwiek przed tobą ukrywał.

- Rozumiem, że masz jakąś bliską przyjaciółkę ? - kontynuował.

- Jestem zbyt zapracowany i nie starcza mi czasu na romanse - Odpowiedziałem wymijająco zakłopotany tym, że mój rozmówca schodzi na tak niewygodny dla mnie temat.

- Czy ktoś mieszkał u ciebie, kiedy ostatnio byłeś w delegacji ?

- Nikomu, poza tobą nie zostawiłbym kluczy do mieszkania.

- W porządku. Wybacz mi te osobiste pytania, ale skoro jesteśmy kumplami, to powinniśmy co nieco o sobie wiedzieć. Jeżeli o mnie chodzi to możesz pytać o co zechcesz. Nie mam przed tobą tajemnic.

Nie byłem, w tej chwili, w nastroju na tego typu zwierzenia, więc nasza dalsza rozmowa dotyczyła najzwyklejszych, codziennych spraw. Minęło kilkanaście minut, kiedy Marek spojrzał na zegarek i poderwał się z fotela:

- Przepraszam cię, ale muszę już uciekać. Za moment byłbym spóźniony. Miałem przecież tylko sprawdzić instalację.

- Nigdy nie mieliśmy zbyt wiele czasu, aby sobie pogadać - wyraziłem swoje rozczarowanie.

- Nie martw się stary ! W sobotę będę nieco luźniejszy. Jeżeli chcesz, to mogę wpaść do ciebie.

- Zawsze możesz, kiedy tylko zechcesz. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas - odpowiedziałem ściskając mu dłoń.

Wychodząc Marek jakby zawahał się, zatrzymał się na moment w drzwiach i odwracając się w moim kierunku powiedział cicho:

- W przyszłości lepiej chowaj swoje zabawki?

Te słowa zupełnie mnie zaskoczyły. W milczeniu patrzyłem jak kumpel schodził na niższe piętro. Stałem jeszcze przez chwilę zastanawiając się, co miał na myśli, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

 

  Wieczorem postanowiłem wziąć solidną kąpiel, a potem odprężyć się przy jakiejś dobrej muzyce. Szybko zrzuciłem z siebie wszystkie ciuchy, wyciągnąłem z szafy świeży ręcznik i ruszyłem do łazienki. Otwarłem drzwi? i poczułem jak cała krew odpływa mi z twarzy. Kolana ugięły się pode mną i musiałem oprzeć się plecami o ścianę, żeby nie upaść. Na szafce, obok natrysku, najzwyczajniej w świecie leżało sobie dildo, którego zapomniałem schować po ostatniej zabawie. Z brutalną siłą dotarło do mojej świadomości znaczenie słów wypowiedzianych przez Marka opuszczającego mieszkanie. Zrozumiałem wówczas, dlaczego tak interesował się moją prywatnością. ?No to mam porobione? - pomyślałem - ?Marek z pewnością zerwie teraz znajomość. Nie będzie przecież kolegował się z jakimś pedałem. A już na pewno nie mam co liczyć, że kiedykolwiek mnie odwiedzi. Sukcesem będzie, jeżeli w ogóle jeszcze się odezwie. To przez własną głupotę straciłem szansę na przyjaźń z sympatycznym misiem.? Swoją drogą zdawałem sobie sprawę, że prawda i tak kiedyś musiała wyjść na jaw. Długodystansowa samotność i permanentny brak kobiety nie pasowały do wizerunku typowego heteryka. Nie miałem już dzisiaj ochoty na słuchanie muzyki. Zresztą nie byłaby ona w stanie poprawić mi humoru. Przygnębiony położyłem się spać.

 

Przez cały tydzień unikałem spotkania z Markiem. Bo niby co miałbym mu powiedzieć, albo jak się usprawiedliwić, kiedy wszystko było oczywiste ? Nie potrafiłem sobie wyobrazić jak miałbym spojrzeć mu w oczy pomimo tego, że on przez cały czas pozostawał wobec mnie miły i kulturalny. Nawet wtedy, kiedy zaliczyłem tę wpadkę niczego nie dał poznać po sobie i do końca zachowywał się przyjaźnie.<br>

Nadeszła sobota. Korzystając z dnia wolnego od pracy zabrałem się za generalne porządki. Około piętnastej uporałem się wreszcie z robotą, wykąpałem się i postanowiłem resztę dnia wykorzystać dla siebie. Nie spodziewałem, żeby ktokolwiek mnie dzisiaj odwiedził, więc nawet nie ubierałem się. W samym szlafroku usiadłem w fotelu i włączyłem telewizor. Nie zdawałem sobie sprawy, kiedy zapadłem w drzemkę, z której wyrwał mnie donośny dźwięk dzwonka. Spojrzałem na zegar. Było już po siedemnastej. Zerwałem się gwałtownie i przecierając oczy dowlokłem się do drzwi. Widok Marka odświętnie wystrojonego szybko przywrócił mnie do pełnej przytomności.

- Cześć stary ! Co ty taki zaspany ? Przecież byliśmy na dzisiaj umówieni. Czyż nie ? - Marek był wyraźnie rozbawiony widząc moją minę, która wyrażała równocześnie zaskoczenie, zmieszanie, jak i radość z jego odwiedzin.

- Najmocniej cię przepraszam - wyjąkałem zawstydzony - Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek jeszcze zechcesz mnie widzieć. Byłem pewien, ze straciłem w tobie przyjaciela.

- A to dlaczego ? Bo chyba nie z powodu tej głupiej historii ze gumowym penisem ? - zapytał udając zdziwionego - Ubieraj się prędko, nie mamy zbyt wiele czasu. Za pół godziny zaczyna się spektakl. Udało mi się zdobyć dwa bilety. Mam nadzieję, że lubisz teatr ?

Nie byłem pewien, czy nie jest to wyłącznie sen, a raczej jego kontynuacja na jawie. Niemniej, wyciągnąłem z szafy garnitur i po kilku minutach siedziałem już w samochodzie obok kumpla.

 

Sztuka, którą grano niezbyt mnie interesowała i z pewnością zasnąłbym, gdyby nie elektryzująca świadomość bliskości wymarzonego faceta. Odnosiłem wrażenie, że przedstawienie ciągnie się jak nudne brazylijskie seriale, toteż odetchnąłem z ulgą, gdy wreszcie się skończyło. Minęła już dawno dwudziesta pierwsza, kiedy wychodziliśmy z teatru. Ruszyliśmy w drogę powrotną. W pewnym momencie Marek stwierdził, że czuje się głodny i zatrzymał samochód przed restauracją. Ja również czułem ssanie w żołądku, więc chętnie przystałem na taką propozycję. O tej porze lokal był już prawie pusty. Wskazano nam stolik zarezerwowany dla dwóch osób. Spojrzałem pytająco na kumpla, a on tylko uśmiechnął i mrugnął okiem. Siedząc w przytulnym kącie sali i delektując się specjałami włoskiej kuchni mogliśmy swobodnie rozmawiać na interesujące nas tematy. Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem, że mój znajomy ma tak romantyczną duszę. Gdy wreszcie pojawił się kelner z rachunkiem wyciągnąłem portfel, aby uregulować należność, lecz Marek gwałtownie się sprzeciwił:

- Nie wygłupiaj się stary, jesteś przecież moim gościem.

- To nie oznacza, że wolno mi wykorzystywać przyjaciela - zaprotestowałem.

- Dlaczego chcesz zepsuć tą miłą atmosferę, jaką udało się nam stworzyć ?

Nie odpowiedziałem nic więcej, ale postanowiłem zrewanżować się przy najbliższej okazji.

 

Po tym wszystkim spodziewałem się, że Marek odstawi mnie pod blok, w którym mieszkam, tymczasem on minął moją dzielnicę i jechał dalej. Widząc moje zaniepokojenie kumpel zapytał:

- Mam nadzieję, że ci się nie śpieszy ? Zresztą, co robiłbyś sam w domu, a tak przynajmniej zobaczysz jak mieszkam.

- W porządku - odparłem - Tylko, że o tej godzinie nie znajdę już żadnego autobusu powrotnego.

- Zostaniesz na noc. Jutro niedziela, więc nie musisz się spieszyć.

 

Starając się zachować ciszę, aby nie budzić sąsiadów wygramoliliśmy się jakoś na szóste piętro. Kiedy tylko weszliśmy do jego lokum Marek zamknął drzwi na klucz.

- Raczej nikt nie powinien nam przeszkadzać, ale lepiej mieć pewność.

Marek zaprowadził mnie do pokoju i polecił rozgościć się a sam zniknął w kuchni. Wrócił po niedługim czasie niosąc butelkę Bordeaux i jakieś słodkości na tacy. Usiadł obok, na kanapie i nalał do kieliszków czerwonego płynu.

- Za naszą znajomość ! - powiedział wznosząc toast.

- I przyjaźń - dodałem.

- Tomku, chciałbym zapytać cię o coś bardzo osobistego ? Mogę ? - zwrócił się do mnie po chwili.<br>

- Jasne, pytaj. I tak wiesz o mnie prawie wszystko.

- Nie wszystko - pokręcił głową - Masz kogoś ? No? to znaczy? jakiegoś faceta ?

- Miałem tylko jednorazowe kontakty, dla samego seksu. Nic ponadto. Jak dotąd nie znalazłem nikogo, z kim łączyłoby mnie coś więcej. Żadnego stałego partnera, czy bliskiego kumpla.

- A czy chciałbyś mieć kogoś takiego ?

- Jak mam to rozumieć ? Czy to jest propozycja ? Zamierzasz mnie upić i wykorzystać ? - zażartowałem wskazując butelkę alkoholu stojącą przed nami na ławie.

- Nie. Zrobię to zupełnie na trzeźwo. W przeciwnym razie niczego byś nie pamiętał - odpowiedział zupełnie poważnym tonem, po czym pchnął mnie na oparcie kanapy i przygniótł swoim potężnym tułowiem.

Wargi Marka wpijały się chciwie w moje usta, zarost przyjemnie łaskotał mi skórę a do nozdrzy docierał intensywny zapach wody kolońskiej. Początkowo byłem tym oszałomiony, lecz po krótkiej chwili w pełni już świadomie odwzajemniałem pocałunki. Nigdy wcześniej nie czułem się równie szczęśliwy jak teraz. Położyłem dłoń na jego piersi i zacząłem od góry odpinać guziki koszuli a Marek pomagał mi odpinając je od dołu. Teraz miałem przed sobą całkiem nagi tors kumpla, pięknie porośnięty czarnymi włoskami. Największe ich skupiska okalały brodawki sutkowe oraz pępek. Zafascynowany zanurzyłem palce w gęstym zaroście i z lubością masowałem szeroką klatę wyczuwając pod skórą twarde, wytrenowane muskuły. Lekki dreszcz podniecenia przebiegł ciało mężczyzny, gdy pochyliłem głowę nad jego piersią i końcem języka dotknąłem sutków. Zacząłem je pieścić i ssać rozkoszując się dotykiem ciepłej, miękkiej skóry wydzielającej mocną, ostrą woń męskiego potu. Następnie delikatnie uchwyciłem je zębami lekko ściskając, tak aby w żadnym wypadku nie sprawić mu bólu. Urywany, drżący oddech przyjaciela świadczył, o tym że ta zabawa go podnieca. Niemniej, przerwał ją po kilku minutach:

- Może najpierw poszlibyśmy się wykąpać ? Jestem nieźle spocony po całym tym dniu. Ty pewnie też ? Chodź, zmieścimy się razem pod natryskiem.

Marek podszedł do okna i zaciągnął zasłony, zapalił lampkę nocną dającą mocno przytłumione światło i wyłączył oświetlenie górne. Następnie rozkładając kanapę i wyjmując pościel oświadczył mi, że z braku innego miejsca do spania będziemy musieli pomieścić się razem. Usłyszawszy taką propozycję prawie natychmiast poczułem, że zaczyna mi robić się ciasno w kroczu. Tymczasem mój gospodarz zaczął mocować się z klamrą u paska. Zaraz potem spodnie z cichym szelestem opadły na dywan. Przez chwilkę stał w samych slipach, których nieskazitelna biel skrywała, to co dotychczas próbowałem sobie tylko wyobrazić. Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w niemal boską sylwetkę. Szerokie plecy, potężne barki oraz pięknie wyrzeźbiona klatka świadczyły, że facetowi zależy na atrakcyjności fizycznej. Silne, umięśnione nogi, były równie mocno owłosione jak górna partia ciała. Ponadprzeciętnej wielkości wypukłość w kroczu zapowiadała się niezwykle obiecująco. Wstrzymałem oddech, kiedy kumpel wreszcie ściągnął z siebie slipy i niedbałym ruchem upuścił je na podłogę obok spodni. Nie mogłem się oprzeć pokusie, zerknięcia w jego stronę.  To, co ujrzałem zrobiło na mnie wrażenie. Masywny, gruby członek z imponującą, piękną główką kołysał się leniwie ponad obszerną moszną, rozciągniętą pod ciężarem dużych jąder.

- A ty czego się nie rozbierasz ? W ubraniu zamierzasz się kąpać ? - zdziwił się kumpel - Chyba, że się krępujesz ?

- Nie, nie o to chodzi? - wyjąkałem nieco zmieszany z powodu swojej erekcji.

- Wyskakuj z ciuchów ! Na co czekasz ? - ponaglał.

Szybko zrzuciłem z siebie ubranie. Uwolniony z bokserek chuj momentalnie przyjął postawę ?na baczność?. Widząc to Marek wybuchnął śmiechem:

- To na mój widok ? Pochlebiasz mi, stary ! - powiedział wesoło rzucając mi ręcznik.

 

Staliśmy, dwaj golasy, pod natryskiem a strumień ciepłej wody, rozbity na tysiące kropel przyjemnie pieścił nam skórę. Sięgnąłem po gąbkę, zwilżyłem ją żelem i z sercem walącym jak młot, zacząłem rozprowadzać po ramionach tego niesamowitego samca. Początkowo obawiałem się, że Marek się sprzeciwi, ale on uniósł ramiona w górę i założył dłonie za głowę udostępniając mi w ten sposób każdy zakamarek swojego ciała. Odebrałem to jako akceptację więc się gorliwie zabrałem do roboty. Umyłem dokładnie tors oraz pod pachami i przesuwałem się powoli w dół. Im niżej schodziłem tym większe czułem pożądanie. Uklęknąłem przed misiem, żeby mieć łatwiejszy dostęp do brzucha. Kłębowisko gęstych kłaków nie poddawało się łatwo czynnościom sanitarnym, ale i z tym problemem sobie poradziłem. Wreszcie dotarłem w okolice krocza. Najpierw zająłem się muskularnymi, pięknie owłosionymi nogami a następnie podniosłem wzrok tam, gdzie znajdował się prawdziwy skarb faceta. Drżącymi rękoma ująłem to cudo i zacząłem pieścić. Potężne ptaszysko powoli budziło się z uśpienia i wkrótce nie mieściło się mi w dłoniach. Byłem tak podniecony, że mój naprężony do bólu kutas sprawiał wrażenie, że zaraz eksploduje. Nie potrafiłem oprzeć się pokusie, zsunąłem Markowi napletek i musnąłem językiem ciemnoróżową żołądź.

- Zaczekaj ! - jęknął - Jeszcze nie teraz, bo polecimy obaj i będzie po zabawie, a przecież mamy przed sobą całą noc.

- Czy z drugiej strony też mam cię wymyć ? - zapytałem.

- Skoro zacząłeś, to powinieneś dokończyć - odpowiedział odwracając się do mnie plecami.

Teraz miałem przed sobą imponujące plecy przyjaciela. Rozpocząłem od karku, później nacierałem szerokie barki i łopatki. Posuwając się wzdłuż kręgosłupa schodziłem w dół. Zatrzymałem na chwilę wpatrując się z zafascynowaniem w zgrabne, pokryte czarnymi włoskami pośladki. Nigdy wcześniej nie widziałem tak seksownej męskiej dupy. Pomyślałem, że użycie gąbki w tym przypadku byłoby profanacją. Odłożywszy ją nabrałem żelu bezpośrednio na dłoń i zacząłem wcierać go w miękką, delikatną skórę, która z uległością poddawała się tym pieszczotom. Rozsunąłem mięśnie, aby dostać się do rowka. Kiedy moje palce przesuwały się wzdłuż niego ciałem Marka wstrząsnął dreszcz. Intensywne mrowienie w podbrzuszu wywołujące fale gorąca spowodowało, że poczułem gwałtowną potrzebę rozładowania napięcia. Powstałem i mocno przywarłem do pleców mężczyzny. Rozpalony, pulsujący kutas szukał ukojenia pomiędzy jego pośladkami.

- Nawet o tym nie myśl ! - powiedział zdecydowanym głosem - Nie zapominaj, kto tutaj jest stroną aktywną. Po chwili dodał pojednawczo - W porządku. Teraz ja ciebie umyję i możemy iść.

Szybko opłukaliśmy się i wytarliśmy do sucha. Chwilę później leżałem na kanapie obok wielkiego niedźwiedzia. Przytłumione światło lampki nocnej oświetlało nasze zupełnie nagie ciała potęgując atmosferę intymności. Położyłem głowę na torsie Marka a on objął mnie ramieniem. Zbyt onieśmielony, nie bardzo wiedziałem, jak powinienem się teraz zachować. Przeczesywałem palcami ciemne futro na piersi i brzuchu faceta a on czekał cierpliwie.

- Śmiało stary ! - odezwał po chwili - Rób, na co masz ochotę. Nie musisz się niczego obawiać. Nie będziemy przecież przez cały czas tak leżeć ?

 

Przesunąłem rękę do krocza, ująłem obszerny worek, ważąc w dłoni imponującej wielkości jądra. Marek rozchylił szerzej uda zezwalając na pełny dostęp do swoich klejnotów. Uklęknąłem pomiędzy nogami, uchwyciłem fallusa i zabrałem się do masturbowania mojego ogiera. Obserwowałem jak drągal ponownie twardnieje i zaczyna podnosić się wysuwając ciemny, ukrwiony łeb spod skóry napletka. Pochyliłem się nad jego kroczem i objąłem wargami wielką żołądź. Ssałem ją zapamiętale, wwiercałem się językiem do wnętrza cewki moczowej. Gwałtowne skurcze targały ciałem Marka a z gardła wydobywały się urywane jęki. Bałem się wziąć do ust całego giganta, bo pewnie szczęka wypadłaby mi z zawiasów. Nieoczekiwanie Marek przejął inicjatywę. Mocne ramiona uchwyciły mnie i położyły na wznak. Zanim się zorientowałem klęczał okrakiem mi ponad klatką. Naprężona pała sterczała tuż ponad moją twarzą. Nawet nie zdążyłem zaprotestować, kiedy silna, jak ze stali dłoń uchwyciła moją głowę i uniosła w górę a twardy drągal wtargnął głęboko do jamy ustnej tak, że poczułem żołądź w przełyku. W pierwszym momencie zakrztusiłem się i miałem odruch wymiotny, ale facet nie zamierzał ustąpić tylko dogadzał sobie dociskając mocno moją głowę do swego krocza. Uniknąłem uduszenia jedynie dzięki umiejętności dostosowania się do narzuconego rytmu. Marek nie bawił się w czułości tylko brutalnie dopychał, do samego końca a twarde podbrzusze za każdym razem z impetem uderzało mi w twarz. Z góry docierało do moich uszu głośne, basowe mruczenie przywodzące na myśl prawdziwego niedźwiedzia zadowolonego, że dobrał się do miodu. Położyłem dłonie na muskularnych, owłosionych udach i poddałem się temu, co robił ze mną niewyżyty samiec. Żeby pomieścić tak grubego fallusa musiałem maksymalnie rozewrzeć usta, przez co po kilku minutach zaczęła mnie boleć szczęka. Na szczęście Markowi minęła już pierwsza fala podniecenia, więc się wycofał, ale pozostając wciąż w pozycji klęczącej pochylił się nade mną kładąc na twarzy swoje dorodne jaja. Nie namyślając się ująłem w usta mosznę i naciągając lekko bawiłem się jej zawartością. Imponujące kule wymykały się za każdym razem, kiedy próbowałem je łapać wargami. Jednocześnie uchwyciłem dłońmi kudłate pośladki i pieściłem je lekko ściskając. Przesunąłem palcami wewnątrz rowka od góry do samego dołu. Przeszywał mnie intensywny prąd podniecenia, gdy dotykałem delikatnej, rozgrzanej męskiej skóry. Wyczuwałem wyraźne drżenie, które przechodziło przez ciało kochanka, jednakże Marek nie protestował, kiedy znajdowały się tam moje palce. Gotowy byłem na wszystko, aby tylko zadowolić tego faceta. Zacząłem pieścić go językiem liżąc jego krocze centymetr po centymetrze, dokładnie ?myjąc? każdy zakamarek. Słonawy posmak z połączeniu z intensywnym zapachem mężczyzny spowodowały, że moje zmysły na nowo zawirowały i byłem na najlepszej drodze do wytrysku. Na szczęście kumpel szybko zorientował się w sytuacji i przerwał zabawę. Uchwycił mojego kutasa i mocno przycisnął kciukiem u nasady główki, w miejscu gdzie znajduje się wiązadełko. Napięcie zaczęło powoli ustępować. Po kilku minutach odpoczynku, kiedy wystarczająco ochłonęliśmy byliśmy gotowi do dalszych igraszek. Marek ułożył poduszki w stos i polecił mi położyć się na nich brzuchem tak, abym miał tyłek wypięty w górę. Spojrzałem na niego przerażony:

- Chyba nie myślisz o tym poważnie ? Z takim sprzęciorem rozerwiesz mi dupę na strzępy.

- Przestań zgrywać cnotliwą panienkę - odpowiedział nie przejmując się moimi protestami - Przecież widziałem, jakich rozmiarów wibratora używasz. Sądzę, że powinieneś być już wystarczająco rozluźniony. Dasz radę. No dawaj, na co czekasz ? Jeżeli nie będziesz się opierał i niepotrzebnie napinał, to pójdzie znacznie łatwiej. Wszystko zależy od ciebie.

Zrozumiawszy, nie mam wyboru skapitulowałem. Położyłem się na poduszkach i czekałem jak skazaniec na wykonanie wyroku. Mężczyzna tymczasem zniknął na chwilkę w łazience i zaraz wrócił niosąc jakąś tubkę, małą buteleczkę i jeszcze coś, ale nie mogłem tego wyraźnie dostrzec. Zrozumiałem co to było, dopiero w chwili gdy zaczął otwierać opakowanie z prezerwatywą.

- Jeżeli już mamy to zrobić to wolałbym bez gumki. Chcę poczuć cię w sobie najintensywniej jak to możliwe - byłem zaskoczony tym, co powiedziałem niemniej niż Marek.

- W porządku. Skoro się nie boisz, to będzie jak sobie życzysz - odpowiedział.

- Myślę, że znam cię już wystarczająco długo, że mogę ci zaufać.

Kumpel uklęknął za mną, wycisnął na palce nieco żelu z tubki i wsunął mi je do odbytu. Drgnąłem, gdy poczułem zimną, wilgotną substancję. Marek rozprowadzał żel wewnątrz wcierając go starannie, masował jednocześnie zwieracz i sprawdzając stan jego rozluźnienia. Chwilkę później twarda, gorąca pała znalazła się pomiędzy pośladkami. Powolnymi ruchami pocierał skórę, dając mi czas na przygotowanie się do tego, co miało nastąpić. Odbierałem to jako rodzaj subtelnej pieszczoty. Zastanawiałem się nad zawartością niewielkiej buteleczki, która teraz stała na stoliku w pobliżu kanapy, ale nic nie przychodziło mi do głowy. W pewnym momencie zorientowałem się, że kutas Marka napiera na moją dziurkę. Przestraszony, odruchowo zacisnąłem zwieracz.

- Rozluźnij się stary, bo inaczej nic z tego nie będzie - dotarł do mnie głos przyjaciela - Obiecuję, że będę delikatny.

Szczerze mówiąc, po raz pierwszy w jego słowach usłyszałem tyle czułości i troski. Niestety kilka kolejnych również prób nie przyniosło efektu, bo wielka główka nie potrafiła pokonać oporu, ale jak przystało na prawdziwego samca Marek nie zamierzał się poddać. Kątem oka zauważyłem jak sięga po tajemniczą buteleczkę. Otworzył ją i podetknął mi pod nos. Zawirowało mi w głowie i przez chwilę byłem bliski omdlenia. Dopiero ostry ból przywrócił mi przytomność umysłu. To mogło oznaczać tylko jedno. Udało się mu. Był wewnątrz. Szeroka pyta rozpychała mi odbyt ledwie się w nim mieszcząc. Dokładnie jak obiecał, Marek starał się poruszać powoli i z wyczuciem pilnie obserwując moją reakcję. Gdy dostrzegał grymas na mojej twarzy zatrzymywał się na chwilkę dając mi wytchnienie. Jego dłoń uspokajająco gładziła mi kark. Pomimo tej delikatności i tak musiałem mocno zaciskać zęby a w oczach miałem łzy.

- Masz, czego chciałeś - pomyślałem z odrobiną autoironii - Teraz przez tydzień nie będziesz mógł usiąść na tyłku.

Ból nie był jedynym wrażeniem, które odbierałem w tej chwili. Ten wyjątkowy facet naprawdę starał się, żeby było mi z nim dobrze i potrafił dostarczyć przyjemności, jakiej dotychczas nie miałem okazji zaznać. Oba te doznania były w jakiś sposób nierozerwalnie połączone i szybko doprowadziły mnie do szczytu podniecenia. I znowu, jak poprzednio Marek zdążył zareagować w odpowiednim czasie nie dopuszczając do zbyt wczesnego wytrysku. Jego niezawodna metoda pozwoliła zapanować nad wzrastającym napięciem, którego sam nie byłem już w stanie kontrolować. Zasapani padliśmy na kanapę mając świadomość, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze nie daliśmy sobie wszystkiego. Kiedy nieco odetchnęliśmy misiek odwrócił mnie na plecy zarzucił moje stopy sobie na ramiona, mocno uchwycił dłońmi w pasie i szykował się do powtórnej szarży na obolałą dupę. Tym razem poszło gładko, bez jakichkolwiek oporów. Powoli, ale stanowczo wszedł do samego końca. Najprawdopodobniej zwieracze były wystarczająco rozluźnione, bo ból nie był już tak dokuczliwy jak za pierwszym razem. Właściwie to mogłem zupełnie o nim nie myśleć koncentrując się wyłącznie na pozytywnych doznaniach. Miłe ciepło wypełniło wnętrze, gdy gruby drągal poruszał się rozpychając mi jelito a jego główka masowała prostatę. Zapragnąłem jeszcze bardziej intensywnych doznań. Podniosłem wzrok na twarz przyjaciela i dostrzegłem w jego oczach błysk zrozumienia. Ruchy Marka stały się bardziej energiczne. Dobijał podbrzuszem do pośladków za każdym razem podrzucając je lekko w górę. Opadając ocierałem się o włochate łono mężczyzny, co tylko potęgowało podniecenie. Fale gorąca mające źródło w kroczu przepływały wzdłuż mojego ciała. Kutas pulsował pod wpływem wewnętrznego napięcia, które zdawało się go rozrywać. Trudne do zniesienia wibracje ogarnęły mnie całkowicie powodując, że momentami znajdowałem się na granicy utraty przytomności. Zamglone, jakby nieobecne spojrzenie Marka świadczyło, że on również przeżywa głęboki orgazm. Gęste owłosienie na pięknym, szerokim torsie miał wilgotne od kropelek potu, które łącząc się w strużki spływały w dół. Do uszu docierało mi ciężkie sapanie zmęczonego niedźwiedzia. Wydawało mi się, że zaraz eksploduję. Naraz otoczenie zawirowało wokół mnie a ja poczułem jakbym spadał w głęboką przepaść. Umysł całkowicie stracił kontrolę nad reakcjami ciała, które teraz podążały swoją własną naturalną drogą. Poczułem silny skurcz gruczołu krokowego i pod wpływem skumulowanej energii sperma wystrzeliła mi na twarz. Otwarłem oczy i zobaczyłem, że mój kochanek tez już dochodzi. Klęczał obok mnie. Potężnym łapskiem trzymając drągala wykonywał ostatnie ruchy. Krótki jęk poprzedził strumień gorącego, samczego nasienia, które obficie skropiło mi brzuch i klatkę.

Powtórnie wzięliśmy kąpiel i całkowicie wycieńczeni runęliśmy na kanapę. Marek zasnął błyskawicznie a ja nie mogłem usnąć i przez jakiś czas leżałem z twarzą przytuloną do piersi cudownego miśka, dokładnie tak, jak to jeszcze do niedawna widywałem w sennych marzeniach.

 

Rankiem, zaraz po śniadaniu, z uczuciem żalu stwierdziłem, że czas zbierać się do domu. Byłem już przy drzwiach wyjściowych, kiedy usłyszałem za plecami:

- Tomaszu, zaczekaj !

- Tak ? Co się stało ? - zapytałem odwracając się w jego stronę.

Marek próbował zachować pozory twardziela, ale w błękitnych oczach przyjaciela dostrzegłem prośbę:

- No to jak będzie ? Zostaniemy partnerami ? Myślę, że dobry seks od czasu do czasu lepszy jest niż samotna zabawa sztucznym chujem.

Udawałem że zastanawiam się nad jego propozycją, lecz po chwili odpowiedziałem.

- Naturalnie ! - i dodałem ze śmiechem - Jeszcze nikt mnie tak dobrze nie zerżnął jak ty.

- Następnym razem będzie łatwiej. Zobaczysz.

Zanim opuściłem jego mieszkanie połączył nas jeszcze serdeczny uścisk, który teraz oznaczał coś więcej niż przyjaźń.

 

LePetitOurs